Piwo stało na starym drewnianym stole. Złocisty trunek delikatnie się poruszał z racji wibracji jakie powodował łysy pan grający na basie.Pan Tomek z Poznania, bodajże. Obok niego stała piękna wysoka brunetka wydająca z siebie anielskie odgłosy w języku angielskim. Miała na sobie ciemną krótką sukienkę, idealnie opinająca jej zgrabną figurę. Jakim byłbym facetem gdybym chociaż przez chwilę nie pomyślał o niej w jakieś erotycznej sytuacji. Wyobrażałem sobie Ją kleczyą przede mną i robi tymi pięknymi, śpiewającymi ustami , o wiele więcej niż by chciała. Podwinięta sukienka i niebieskie koronkowe majtki. A może ich nie miała?
Z tych rozmyśleń wyrwał mnie jej miły, lecz stanowczy głos.
-Słyszałeś?-
Najwidoczniej była już lekko podirytowana tą cisza, która trwa od dwóch piosenek. Niska, o świetnej figurze, blondynka. Miała na sobie jakąś biała bluzeczkę z napisem “All you need is love”. Ciekawe czy miała pojęcie, że to The Beatles? Była ładna i inteligenta. Bez przesady, była młodą kobietą, ale robiła o wiele mniej gaf niż wszystkie jej młode poprzedniczki. Może to dlatego, że niemal zawsze spotykałem się z młodszymi dziewczynami. A przecież, co młodsze to głupie. Prawda?
Tym razem jednak miało być inaczej.
Tym razem jednak miało być inaczej.
Odwróciłem się do niej twarzą. Miała ten jeden ze swoich uśmiechów które tak bardzo w niej lubiłem, a zarazem nienawidziłem. Czułem się wtedy przy niej tak dobrze, a zarazem wiedziałem, że sam sobie to wmawiam i ona nie wkłada w to żadnych uczuć. Tak o. Po prostu uśmiech numer dwa.
-Co?-
Odparłem wyrwany jakby ze snu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz